Warto przeczytać, polecam!

Ofeminin.pl

O kobietach, kobiecej literaturze i przyjaźni. Rozmowa z Hanną Cygler

 

Do księgarń trafiła właśnie najnowsza powieść Hanny Cygler „Bratnie dusze”. W szczerej rozmowie z naszą redakcją autorka odpowiada na pytania dotyczące swoich bohaterek, procesu pisania oraz współczesnych kobiet.

 Hanna Cygler

 

Przeglądając pierwsze recenzje Pani najnowszej książki „Bratnie dusze”, moją uwagę zwróciły zdania określające ją mianem dobrej, klasycznej literatury kobiecej. Ciekawa jestem, czym Pani zdaniem jest literatura kobieca?

Hanna Cygler: Dla mnie zawsze była to literatura popularna, mniej lub bardziej poważna, ale też różnorodna. Literaturą kobiecą mogą być książki jednowątkowe, czytane dla rozrywki, romanse, ale także książki psychologiczne o dużym ładunku emocjonalnym. Myślę, że termin literatura kobieca ma być uogólnieniem, taką jedną nazwą, a ona przecież składa się z wielu przeróżnych odmian. Muszę przyznać, że ja, po latach bycia nazywaną przedstawicielką literatury kobiecej, polubiłam ten termin. Piszę literaturę kobiecą, ale piszę też różne rodzaje literatury kobiecej – bardziej i mniej romansowe. Kiedy słyszę hasło „literatura kobieca”, przypomina mi się zawsze, że w języku szwedzkim ten termin oznacza coś zupełnie innego niż w polskim. „Literatura kobieca” w Szwecji to literatura zaangażowana, feministyczna.

Także w Polsce spotkałam się z rozumieniem literatury kobiecej jako literatury feministycznej, ale także jako literatury po prostu pisanej przez kobiety lub dla kobiet. Pani wspomniała o literaturze bardziej lub mniej romansowej i właśnie romanse są według niektórych kolejnym wyznacznikiem takiej literatury. Czy zgodziłaby się Pani z opinią, że związki miłosne, uczucia i emocje są charakterystyczne dla literatury kobiecej?

Hanna Cygler: Zasadniczo tak, ale dyskusja na temat tego, co jest literaturą kobiecą, a co nie, jest bardzo trudna. Przeprowadziłyśmy taką dyskusję z koleżankami pisarkami na Festiwalu Nauki w Siedlcach. Okazało się, że każda z nas inaczej to pojmowała. Jednakże w pewnym momencie zgodziłyśmy się, że skoro jesteśmy tak nazywane, to należy to zaakceptować i cieszyć się z tego. A książka „Bratnie dusze” została napisana przez kobietę, jej bohaterkami są kobiety i pojawiają się w niej emocje, więc myślę, że spełnia ona wszystkie warunki, by być nazywaną literaturą kobiecą.

Czy ma Pani swoje ulubione pisarki tworzące literaturę kobiecą?

Hanna Cygler: Mam bardzo dużo ulubionych, ale nie chciałabym żadnych wymieniać, gdyż moja osobista lista stale się zmienia. Bardzo dużo czytam i wiele pisarek lubię.
 
A czy mogłaby nam Pani zdradzić, czy są to autorki polskie, czy raczej zagraniczne?

Hanna Cygler: Różnie. Widzę, że się nie wywinę i muszą paść nazwiska... Bardzo cenię Monikę Szwaję za jej poczucie humoru. Uwielbiam klasyczną powieść kobiecą Fleszarowej-Muskat. Jeśli chodzi o pisarki zagraniczne, to wymienię tu raczej starsze autorki, np. Maeve Binchy, Jackie Collins czy Jilly Cooper.

Ciekawa jestem, czy sympatia do konkretnych pisarek albo książek wpływa lub wpływała kiedyś na Pani twórczość?

Hanna Cygler: Wydaje mi się, że nie, chociaż nie mogę dać stuprocentowej gwarancji, ponieważ wiadomo, że człowiek w pewien sposób ulega wpływom zewnętrznym.

Książki nie są jednak tym, czym się Pani inspiruje.

Hanna Cygler: Nie. Inspiruję się życiem.

Wspomniałam o inspiracji, ponieważ bardzo ciekawi mnie proces powstawania książki. Pisze Pani sporo. Wiem, że już teraz pisze pani kolejną powieść.

Hanna Cygler: Jest to zjawisko, które jest dla mnie nadal niezrozumiałe. Do tej pory nie pojmuję, jak doszło do tego, że zaczęłam pisać. A dzieje się tak od 1997 roku. Wychodzi więc jedna książka na rok. To nie jest aż tak dużo.

Powiedziała Pani, że inspiracją jest życie. Ale co takiego się w nim dzieje, że wpada Pani na pomysł na kolejną powieść? Czy są to rozmowy, które słyszy pani w kawiarni, czy są to opowieści Pani przyjaciół, czy Pani osobiste życie?

Hanna Cygler: Tak do końca to nie wiem, jak to się dzieje, ale też nie chcę się nad tym dokładnie zastanawiać i rozkładać tego procesu na czynniki pierwsze, ponieważ pragnę zachować pewną magię. Część wydarzeń, o których piszę, to wydarzenia prawdziwe, ale po przetworzeniu trudno rozpoznać ich pierwowzór, nawet mnie samej.

A gdy już Pani siada do pisania, to rozpoczyna pisać z gotową historią czy tylko z pomysłem?

Hanna Cygler: Najpierw pozwalam pomysłom krążyć swobodnie. Dopiero gdy któryś na dobre się zakorzeni, zaczynam go zgłębiać. Kiedy zaczynają się wyraźnie zarysowywać bohaterowie oraz relacje między nimi, jest to dobry moment na rozpoczęcie pisania – szczególnie, kiedy pojawi się początek i koniec książki. Przystępując do pracy, przygotowuję konspekt, który początkowo obejmuje fabułę kilku pierwszych rozdziałów. W miarę pisania uszczegóławiam go, by odpowiednio na koniec połączyć wszystkie wątki.

I zawsze udaje się Pani dojść do takiego końca, jaki Pani zaplanowała?

Hanna Cygler: Na ogół tak, chociaż czasem okazuje się, że tematyka na tyle mnie zaciekawia, że postanawiam dalej rozwinąć temat. Tak było z „Czasem zamkniętym”, kiedy okazało się, że jest to materiał na dwie książki i musi powstać kontynuacja – „Pokonani”.
 
Czy ma Pani swoją ulubioną scenerię, w której pisze się Pani najlepiej?

Hanna Cygler: Jeśli chodzi o pisanie, nie mam żadnych natręctw. Nie potrzebna mi jest kawa, papieros czy wino. Wiem już też, że mogę pracować wszędzie, w każdych okolicznościach. Ale początkowo miałam obawy, że pomysły mogą na przykład zniknąć, gdy przestawię komputer w innym miejscu. Tego rodzaju natręctwa mogą utrudnić życie. Bardzo jednak lubię pracować przy muzyce i w zasadzie każda książka miała swoją ulubioną płytę.

Czy przy wyborze muzyki stara się ją Pani jakoś dopasować ją do tego, o czym Pani pisze, czy do konkretnej postaci?

Hanna Cygler: Raczej do tematu, a przynajmniej czasem wydaje mi się, że ta muzyka jest w jakiś sposób z nim związana, choć niekoniecznie musi tak być.

Chciałabym zapytać teraz o Pani najnowszą powieść „Bratnie dusze”. Czy mogłaby Pani opowiedzieć nieco o swoich bohaterkach?

Hanna Cygler: Dwie bohaterki są malarkami, jedna dziennikarką. Gdy planowałam tę książkę, postanowiłam, że postaci muszą mieć wolne zawody. Aldona, czyli późno debiutująca malarka, jest osobą nieco bierną życiowo. Ma to związek z jej wcześniejszymi przeżyciami i doświadczeniami, które doprowadziły do tego, że uzależnia się od silniejszych osobowości. Druga malarka, Weronika Knyszewska, po raz pierwszy zaistniała w moich książkach już jako niemowlę: urodzona w 1980 roku, córka fotoreportera Marcina Knyszewskiego. Proces jej dojrzewania i emocjonalne perypetie można było poznać w moich wcześniejszych książkach. Jednak „Bratnie dusze” to powieść, którą czyta się niezależnie. Trzecią bohaterką jest Miśka. Stopniowe kreślenie jej coraz bardziej wyrazistego portretu było jedną z moich radości przy pisaniu książki.

Czy może powiedzieć Pani o relacji łączącej te trzy kobiety?

Hanna Cygler: Są przyjaciółkami. Mimo iż nie pracują razem i są w różnym wieku, coś je ze sobą łączy.

Czy przyjaźń kobieca jest według Pani czymś wyjątkowo cennym?

Hanna Cygler: Myślę, że kobieca przyjaźń jest czymś bardzo istotnym na wszystkich etapach naszego życia. Chyba nawet ważniejsza niż relacje z mężczyznami, choć nie zawsze tak nam się wydaje. Również moje bohaterki przekonują się do znaczenia tej przyjaźni. Dla mnie przyjaźń jest niezwykle ważna i nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez niej.

Wierzy Pani w kobiecą solidarność?

Hanna Cygler: Zależy kiedy. Czasem bywa tak, jak to opisałam to w powieści „3 razy R”, gdzie podobnie jak w „Bratnich duszach” występują trzy bohaterki, a ich relacje rozpadają się przez mężczyzn. Myślę, że  przy zaangażowaniu emocjonalnym na ogół trudno o solidarność.
 
Bohaterki Pani najnowszej powieści są kobietami nowoczesnymi – mającymi swoje zainteresowania i realizującymi się. Ciekawa jestem, jak postrzega Pani współczesne kobiety, zwłaszcza w zestawieniu z ich prababkami. Czy są Pani zdaniem bardziej nastawione na rozwój, ambitniejsze?

Hanna Cygler: Oczywiście. Przecież to oczywiste, że w tej dziedzinie nastąpiła ogromna zmiana. Uważam, że kobieta powinna mieć swoje ambicje, potrafić się sama utrzymać, nie bać się zmian i nie dać się za mocno uzależnić.

Zgodzimy się więc, że są  takie zdobycze współczesności, dzięki którym kobietom może być teraz lepiej, bo np. mogą się realizować zawodowo. A czy jest Pani zdaniem coś, czego może im brakować i czego mogłybyśmy życzyć naszym czytelniczkom?

Hanna Cygler: Oczywiście miłości! Myślę, że wszystkie jesteśmy za miłością i bliskością drugiej osoby, niezależnie od tego, kim jesteśmy. Ale należy podchodzić do niej z uwagą i mimo wszystko z rozsądkiem. Zanim zaczęłam pisać „Bratnie dusze” słuchałam dużo kobiecych rozmów, w których pojawiały się takie życzenia: „och, jak bardzo bym chciała kogoś takiego poznać”. Wtedy pomyślałam sobie, że tak właśnie napiszę - o tym, co by się stało, gdybyście takiego poznały…

 

wywiad z ofeminin.pl